|
|
|
PORTHOS NOWY SALON W WARSZAWIE Czyli jak doszło do połączenia biznesu u sztuki Zbigniew Pindor, historyk sztuki, uczestnik opisanych wydarzeń Stworzenie oryginalnego salonu mody nie jest dziś, w czasach recesji sprawą prostą, tym bardziej, jeśli rzecz dotyczy tak specjalistycznej dziedziny świata mody, jaką są kapelusze i nakrycia głowy. Nie jest też łatwo przekonać klientów, że kapelusz jest rzeczą niezbędną współczesnej kobiecie. Najtrudniej jednak jest atrakcyjnie i niebanalnie zaprezentować nową kolekcję nie popadając w rutynę znaną ze światowych pokazów mody, gdzie wykorzystuje się na ogół ten sam do znużenia scenariusz. To, co wydarzyło się w Salonie PORTHOS „Kapelusz i Czapka” przy ulicy Marszałkowskiej 9/15 można śmiało nazwać niebanalnym happeningiem artystycznym. Bo też rzadko w Warszawie można zobaczyć otwarcie nowego salonu przygotowane z wdziękiem poczuciem humoru. Wdzięk reprezentowały dziewczyny z Grupy „Belle Epoque”, prezentujące najnowszą kolekcję, poczucie humoru zapewnił szef firmy Ryszard Wrzesiński znany wśród przyjaciół jako Porthos, autor premierowego pokazu nowej kolekcji. Znany ze swych niekonwencjonalnych pomysłów wynajął na ten dzień piratów (Grupa „Dystans”), którzy usiłowali zdobyć Walentynkowa kapelusz PORTHOSA w kształcie serca.
Kapelusz ten podobał
im się do tego stopnia, że w finale pokazu jeden z nich został
zastrzelony przez kompana. No cóż, dzieła sztuki wzbudzają pożądanie
nawet wśród piratów.
Przygrywał znakomity
zespół jazzu tradycyjnego „Alexnder Ragtime Band” podkreślając swobodny
styl prezentacji. Sądząc po reakcjach publiczności nowa kolekcja mogła
się podobać, zważywszy na jej różnorodność były, bowiem pokazane na
głowach dziewcząt kapelusze tradycyjne, zabawne, wiosenno - zalotne,
uwodzicielskie, czarujące, prowokujące, skromne, fikuśne - jak niegdyś
mówiono, fantazyjne, wielowarstwowe, kubistyczne, surrealistyczne,
liryczne, drapieżne oraz ogromne, duże i małe. Chyba wyczerpałem już
listę możliwych określeń nie wiem czy pasujących do języka mody za to
bardzo do moich wrażeń. Pokazy mody nie są moją specjalnością, ale ten w
PORTHOSIE wyróżniał się moim zdaniem niewymuszoną, zabawną atmosferą, a
oferta przeznaczona była dla każdej głowy i na każdą okazję. Nie sposób
nie wspomnieć o aranżacji nowego salonu, gdzie szef firmy dał wystrój
przywodzący na myśl estetykę POP ARTU. W salonie można podziwiać
najdziwniejsze przedmioty, zapewne z prywatnej kolekcji autora. Obok
autentycznego kałasznikowa popiersie Lenina do destylacji ideologii,
stare maszyny do pisania i radioodbiornik Pionier, instrumenty muzyczne,
tablice rejestracyjne ze świata, kawałek muru berlińskiego z
certyfikatem autentyczności, laski z gumową trąbką do ostrzegania za
szybko idących a także plakaty i zdjęcia autora w różnych wcieleniach
lub w towarzystwie znanych postaci. Tworzy to w sumie przyjazną
atmosferę tak różną od innych znanych mi ekskluzywnych salonów mody, nie
trzeba koniecznie przymierzać czy kupować kapelusza, można sobie z
przyjemnością pooglądać.
Salon „Kapelusz i
czapka” to tylko część nowej siedziby PORTHOSA. Ryszard Wrzesiński
zaprosił do współpracy trzech innych „muszkieterów”, artystów Janusza
Golika, Dariusza Kowalskiego i Janusza Kęskę, którzy na piętrze
sklepu założyli, korzystając z przychylności właściciela, galerię pod
wymowną nazwą „Do trzech razy...sztuka”. Jest to jedyny jak na razie
znany mi przypadek- za to godny naśladowania, żeby prywatny
przedsiębiorca zechciał udostępnić część swojej siedziby na potrzeby
współczesnej sztuki. Być może dobrze to wróży przyszłości artystycznych
działań w dzisiejszych niełatwych dla sztuki czasach, w każdym razie
Ryszard Wrzesiński dał dobry przykład. Działalność galerii nie będzie
kolidowała z komercyjną działalnością firmy PORTHOS, wręcz przeciwnie
obie strony mogą czerpać z tego układu wzajemne korzyści. Cóż może być
lepszą reklamą dla marki PORTHOS, jeśli nie możliwość goszczenia
artystów, malarzy, rzeźbiarzy, grafików, poetów i muzyków, którzy
po Można powiedzieć, że Warszawa wzbogaciła się o jeszcze jedno atrakcyjne miejsce Salon „KAPELUSZ I CZAPKA” manufaktury kapeluszy PORTHOS oraz nową galerię „Do trzech razy...Sztuka”. W ten sposób doszło do niezwykłego w dzisiejszych czasach połączenia biznesu i sztuki w najlepszym w możliwych układów. Zbigniew Pindor, Historyk sztuki, uczestnik opisanych wydarzeń
"PORTHOS" WŚRÓD STRZELAJĄCYCH GWIAZD
Już po raz drugi
uczestniczyliśmy w organizowanych przez popularny tygodnik "Tele
Tydzień" i Warszawskie Towarzystwo Strzeleckie przy
Merliniego zawodach strzeleckich "Wystrzałowe
Gwiazdy Tele Tygodnia". Emocje ogromne, huk broni centralnego
zapłonu i sportowej, Marian Glinka, Karol Strasburger i Tomasz
Stockinger "idą łeb w łeb", a tu
Kapelusze "Porthosa"
otrzymali wszyscy laureaci, a wszyscy uczestnicy wieczoru zostali
zaproszeni do nowo otwartego sklepu firmowego, Salonu "Kapelusz i
Czapka" przy Marszałkowskiej 9/15.
Jednak dla nas prawdziwy finał rozegrał się na zakończenie wieczoru, gdy o miano "Damy wieczoru Porthosa" strzelały z broni sportowej Panie.
Znów emocje, znów
liczyło się celne oko i pewna ręka. Zwyciężyła jednym punktem
Aleksandra Woźniak (95 pkt. - III nagroda w konkursie ogólnym), a
tuż po niej uplasowała się Agnieszka Włodarczyk (94 pkt.) - obie
znane telewidzom m.in. z serialu "13 posterunek". Trzecie miejsce
"wystrzelała" sobie aktorka bardzo dobrze znana z filmu i teatru, częst - Noszę nakrycia głowy, ale raczej nietypowe. Preferuję modele sportowe i mój ukochany, stary kapelusz przywieziony z Paryża. Kapelusz kowbojski "Porthosa" będę nosiła, ale czy nie macie przypadkiem czapeczki z daszkiem? - zainteresowała się Pani Dorota. A że czapeczek z daszkiem u nas dostatek, spodziewamy się, że zostanie naszą stałą klientką. Natomiast Pierwsza Dama Wieczoru, Aleksandra Woźniak, ma inne upodobania:
- " Nie miała takich rozterek Agnieszka Włodarczyk, która jak widać świetnie się czuje w nakryciu głowy w westernowym stylu. Natomiast niepocieszona jest wieloletnia sympatyczka nakryć głowy "Porthosa", Prawdziwie Kapeluszowa Dama, Emilia Krakowska: - Nie mogłam być "na strzelaniu" - ach, jak ja bym strzelała po te kapelusze! -bo byłam na spotkaniach aż na Wybrzeżu środkowym. A tu wiosna przyszła i nie mam niczego nowego na głowę! Gdzie to ten wasz nowy salon? Na Marszałkowskiej, vis a vis Teatru Rozmaitości? Będą tam w pierwszej wolnej chwili - zapewniła nas aktorka, która zawsze jest w naszych sklepach szczególnie miłym gościem, bo zna się na kapeluszach niemal jak sama Hanka Bielicka.
Walentyna Trzcińska
PORTHOS WCHODZI DO ŚRÓDMIEŚCIA (ZUPEŁNIE JAKBYŚCIE TO SAMI OGLĄDALI) "Po co mi to było?!" Tak sobie w domyśle oceniałem uczucia, jakie mogły miotać panem Ryszardem Wrzesińskim, właścicielem firmy i pomysłodawcą imprezy otwarcia nowego salonu "Kapelusz i czapka", kiedy widział tłum napierających dziennikarzy a hejnalista obwieszczał początek imprezy. Świadomie czy nieświadomie mógł też rozwijać starą definicję psychologa: "psycholog jest to mianowicie człowiek, który - gdy na salę wchodzi piękna kobieta - przygląda się nie jej samej, ale tym, którzy zwracają na nią uwagę..." Było, bowiem tak, że najpierw był bardzo krótki wstęp - z udziałem pana Ryszarda oraz artystów plastyków firmujących mieszczącą się gościnnie na antresoli sklepu-salonu galerię - piratów grających w karty tuż przed kapeluszową inwazją na Europę. Na kartach się nie znam, z piractwem spotkałem się w życiu jedynie jako ofiara, gdy bez mojej zgody ściągano moje teksty. W każdym razie do recenzji tej akurat scenki brak mi kwalifikacji. Natomiast chętnie wraz z zebranymi gośćmi oglądałem na wybiegu paradę młodości i urody. Smukłe dziewczęta też wprawdzie przeszyły przez symboliczny atak zbójców, ale na szczęście obeszło się bez ofiar. Ocalałe dziewczęta biegały w grupkach i solo, a na balkonie nowego obiektu handlowego pana Wrzesińskiego przygrywała orkiestra, nadając rytm krokom długich i smukłych nóg modelek. Wracam jednak do problemu zasygnalizowanego w pierwszym zdaniu mego sprawozdania: modelki są, piraci są, orkiestra gra, ale - kapelusze, gdzie są damskie kapelusze, które będą tu sprzedawane?! Otóż kapelusze zostały pokazane na główkach modelek. Barwy, fasony, eksplozja pomysłów projektantów skrytych skromnie za stoiskami ze swoimi dziełami. Pomyślałem, więc sobie:, gdy skończy się uroczystość damskie nakrycia głowy pojawią się na półkach i wieszakach, by potem wyskoczyć na warszawskie ulice. I zadziwiać tych, którzy będą się za nimi i ich właścicielkami oglądać. Lucjan Wolanowski
Nogi sięgające... kapeluszy Jak określić ten widok? Owszem, określenie takie istnieje, ale ponieważ mogłoby sugerować herezję w sensie religijnym, ograniczymy się do stwierdzenia, że była to „droga do nieba”. Bo od razu rzucały się w oczy nogi – przepiękne, szczupłe, zgrabne i rzeczywiście do nieba sięgające. A tam, w niebie docierały one do... kapeluszy, które zmieniały się na ich głowach nie za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale w wyniku eleganckich gestów też szczupłych ramion i dłoni z długimi palcami jak u pianistek. Tę właśnie kombinację przeżyliśmy 12 lutego br. na uroczystości otwarcia nowego sklepu „Porthosa – Manufaktury Kapeluszy” pod nazwą „Galeria Salon – Kapelusz i Czapka” przy ul. Marszałkowskiej 9/15 w Warszawie. Modelki pochodziły z firmy „Belle Epoque” w Kielcach, a nad inauguracją czuwał prezes zarządu „Porthosa”, Ryszard Wrzesiński. Spieszę donieść – a w razie, czego może mnie nawet powołać w jakimkolwiek chce charakterze sejmowa Komisja Rywina, – że kumoterstwo zaowocowało raz jeszcze, wobec mnie tym razem. W spektaklu uczestniczył Teatr Tańca Dystans z Warszawy, którego trzej tancerze reprezentowali piracką tradycję noszenia kapeluszy przy odpowiednich okazjach. Pan Ryszard zezwolił na to, bym się w takim kapeluszu sfotografował. A wszystko to odbywało się przy dźwiękach orkiestry Alexander Ragtime Band, przy winku Simon Galiniere, i w Galerii na piętrze „Do Trzech Razy... Sztuka”, bo tak się ona nazywa.
"Otwarcie nowego
„Porthosa” – nowego, dlatego, że sklepy tej firmy istnieją już w
Toruniu, w Nowej Hucie i w Szczecinie – może był także zastrzykiem
optymizmu dla całej drobnej i średniej przedsiębiorczości w Polsce. Bo
kiedy wszyscy narzekają na brak gotówki, a w gospodarce panuje
„wirtualna mamona”, „Porthos” nie tylko daje sobie
Dokąd też powinny dotrzeć te nogi sięgające kapeluszy.
Zygmunt Broniarek
CZY BYŁAŚ W NASZEJ FIRMIE TEJ WIOSNY?
Niegdyś, gdy wytworne kapelusze nosiły wyłącznie arystokratyczne damy, przyozdabiano je tak obficie, że były to wręcz kapelusze - ogrody. Dziś odwrotnie:
to kapelusze i czapki
wyszły w plener, a noszą je wszystkie - młodsze i starsze - panie. Noszą
z wdziękiem, ale i dla urody: dermatolodzy od dawna - na podstawie
przeprowadzonych badań - dowodzą, że promienie słoneczne mają ogromny
wpływ na starzenie się skóry. Wiemy też, że twarz i szyja szczególnie są
na ich działanie narażone.
Latem słońce jest wszędzie, ale nie musi być naszym wrogiem. Skuteczną ochroną przed jego promieniami jest kapelusz lub czapka. Najskuteczniejszą - kapelusz lub czapka od Porthosa. Wykonane z naturalnych surowców: bawełny, lnu, poszarpanego dżinsu, koronki, słomki ryżowej, różnego rodzaju traw i sizalu. A ponadto - pasuje do wszystkiego: do spodni i do szortów, do letniej sukienki i do kostiumu kąpielowego. W modzie na tegoroczną wiosnę i lato można dostrzec dużo romantyki. Nakrycia głowy są przeważnie jasne, utrzymane w pastelowych barwach, bardzo lekkie, najlepiej w kształcie najmodniejszego ostatnio „tulipana”, ale z większymi lub podwiniętymi do góry rondkami. Ozdabiają je aplikacje, kolorowe kwiaty i koraliki. Modne też są kapelusze szyte z bawełnianych tkanin i pełnej gamy odmian tkanin dżinsowych. To one będą twarzowym uzupełnieniem modnej sylwetki na tle miejskiej zieleni, ogrodów i parków, oraz niezbędnym towarzyszem wakacyjnych wypraw, do których - idąc na spotkanie ze słońcem i przestrzenią - wniosą młodzieńczą radość i naturalną swobodę. Wystarczy przyjrzeć się propozycjom kolekcji Porthosa na lato i wybrać tę, która najbardziej odpowiada ulubionej formie wypoczynku.
Helena Pniewska |