Artystyczna Pracownia Modniarska PORTHOS Manufaktura Kapeluszy Sp. z o.o., 04-480 Warszawa, ul. Kacpury 11/13
 tel. (0 22) 611 99 03,   fax (0 22) 612 98 30,    www.porthos.pl  e-mail: pret@porthos.com.pl

 

 

PORTHOS  NOWY SALON W WARSZAWIE

Czyli jak doszło do połączenia biznesu u sztuki

Zbigniew Pindor, historyk sztuki, uczestnik opisanych wydarzeń

 Stworzenie oryginalnego salonu mody nie jest dziś, w czasach recesji sprawą prostą, tym bardziej, jeśli rzecz dotyczy tak specjalistycznej dziedziny świata mody, jaką są kapelusze i nakrycia głowy. Nie jest też łatwo przekonać klientów, że kapelusz jest rzeczą niezbędną współczesnej kobiecie. Najtrudniej jednak jest atrakcyjnie i niebanalnie zaprezentować nową kolekcję nie popadając w rutynę znaną ze światowych pokazów mody, gdzie wykorzystuje się na ogół ten sam do znużenia scenariusz.

To, co wydarzyło się w Salonie PORTHOS „Kapelusz i Czapka” przy ulicy Marszałkowskiej 9/15 można śmiało nazwać niebanalnym happeningiem artystycznym. Bo też rzadko w Warszawie można zobaczyć otwarcie nowego salonu przygotowane z wdziękiem poczuciem humoru. Wdzięk reprezentowały dziewczyny z Grupy „Belle Epoque”, prezentujące najnowszą kolekcję, poczucie humoru zapewnił szef firmy Ryszard Wrzesiński znany wśród przyjaciół jako Porthos, autor premierowego pokazu nowej kolekcji. Znany ze swych niekonwencjonalnych pomysłów wynajął na ten dzień piratów (Grupa „Dystans”), którzy usiłowali zdobyć Walentynkowa kapelusz PORTHOSA w kształcie serca.

 Kapelusz ten podobał im się do tego stopnia, że w finale pokazu jeden z nich został zastrzelony przez kompana. No cóż, dzieła sztuki wzbudzają pożądanie nawet wśród piratów.

 Przygrywał znakomity zespół jazzu tradycyjnego „Alexnder Ragtime Band” podkreślając swobodny styl prezentacji. Sądząc po reakcjach publiczności nowa kolekcja mogła się podobać, zważywszy na jej różnorodność były, bowiem pokazane na głowach dziewcząt kapelusze tradycyjne, zabawne, wiosenno - zalotne, uwodzicielskie, czarujące, prowokujące, skromne, fikuśne - jak niegdyś mówiono, fantazyjne, wielowarstwowe, kubistyczne, surrealistyczne, liryczne, drapieżne oraz ogromne, duże i małe. Chyba wyczerpałem już listę możliwych określeń nie wiem czy pasujących do języka mody za to bardzo do moich wrażeń. Pokazy mody nie są moją specjalnością, ale ten w PORTHOSIE wyróżniał się moim zdaniem niewymuszoną, zabawną atmosferą, a oferta przeznaczona była dla każdej głowy i na każdą okazję. Nie sposób nie wspomnieć o aranżacji nowego salonu, gdzie szef firmy dał wystrój przywodzący na myśl estetykę POP ARTU. W salonie można podziwiać najdziwniejsze przedmioty, zapewne z prywatnej kolekcji autora. Obok autentycznego kałasznikowa popiersie Lenina do destylacji ideologii, stare maszyny do pisania i radioodbiornik Pionier, instrumenty muzyczne, tablice rejestracyjne ze świata, kawałek muru berlińskiego z certyfikatem autentyczności, laski z gumową trąbką do ostrzegania za szybko idących a także plakaty i zdjęcia autora w różnych wcieleniach lub w towarzystwie znanych postaci. Tworzy to w sumie przyjazną atmosferę tak różną od innych znanych mi ekskluzywnych salonów mody, nie trzeba koniecznie przymierzać czy kupować kapelusza, można sobie z przyjemnością pooglądać.

Salon „Kapelusz i czapka” to tylko część nowej siedziby PORTHOSA. Ryszard Wrzesiński zaprosił do współpracy trzech innych „muszkieterów”, artystów Janusza Golika, Dariusza Kowalskiego i Janusza Kęskę, którzy na piętrze sklepu założyli, korzystając z przychylności właściciela, galerię pod wymowną nazwą „Do trzech razy...sztuka”. Jest to jedyny jak na razie znany mi przypadek- za to godny naśladowania, żeby prywatny przedsiębiorca zechciał udostępnić część swojej siedziby na potrzeby współczesnej sztuki. Być może dobrze to wróży przyszłości artystycznych działań w dzisiejszych niełatwych dla sztuki czasach, w każdym razie Ryszard Wrzesiński dał dobry przykład. Działalność galerii nie będzie kolidowała z komercyjną działalnością firmy PORTHOS, wręcz przeciwnie obie strony mogą czerpać z tego układu wzajemne korzyści. Cóż może być lepszą reklamą dla marki PORTHOS, jeśli nie możliwość goszczenia artystów, malarzy, rzeźbiarzy, grafików, poetów i muzyków, którzy poEmilia Krakowskakazując swoje dzieła kreują jednocześnie pozytywny wizerunek firmy, a wernisaże i spotkania autorskie mogą przyciągnąć nowych klientów. Salon sprzedaży stanie się jednocześnie salonem artystycznym z prawdziwego zdarzenia i to w samym centrum stolicy, a marka PORTHOS będzie się kojarzyć klientom jako dobroczyńca sztuki. Plany na przyszłość, jak dowiedziałem się od „ojców założycieli” galerii, są ambitne. Należy życzyć obu stronom tego wzajemnego układu wytrwałości i sukcesów. Póki, co tego samego 12 lutego br. wieczorem odbyło się uroczyste otwarcie wystawy „Via Varsovia” prezentującej prace dziewięciu współczesnych artystów warszawskich należących do różAleksandra Woźniak wybiera kapelusz Porthosanych pokoleń. Tłum gości i atrakcje tego wieczoru były dobrą zapowiedzią przyszłej działalności nowej warszawskiej galerii. Trzej muszkieterowie galernicy wręczyli szefowi firmy wykonane przez rzeźbiarza Dariusza Kowalskiego oryginalne, niepowtarzalne wykonane w krótkiej serii, bo tylko w jednym egzemplarzu nakrycia głowy z brązu inspirowane sztuką modniarską dawnych stuleci. Czterej muszkieterowie prezentowali się w nich okazale a kapelusze - rzeźby wzbogaciły wnętrze salonu.

Można powiedzieć, że Warszawa wzbogaciła się o jeszcze jedno atrakcyjne miejsce Salon „KAPELUSZ I CZAPKA” manufaktury kapeluszy PORTHOS oraz nową galerię „Do trzech razy...Sztuka”. W ten sposób doszło do niezwykłego w dzisiejszych czasach połączenia biznesu i sztuki w najlepszym w możliwych układów.

 Zbigniew Pindor, Historyk sztuki, uczestnik opisanych wydarzeń

 

"PORTHOS" WŚRÓD STRZELAJĄCYCH GWIAZD

 

Już po raz drugi uczestniczyliśmy w organizowanych przez popularny tygodnik "Tele Tydzień" i Warszawskie Towarzystwo Strzeleckie przy Merliniego zawodach strzeleckich "Wystrzałowe Gwiazdy Tele Tygodnia". Emocje ogromne, huk broni centralnego zapłonu i sportowej, Marian Glinka, Karol Strasburger i Tomasz Stockinger "idą łeb w łeb", a tu Olga Borys lepiej strzela z glocka 17 nawet z ręką w gipsie... W zawodach strzeleckich brali udział aktorzy i aktorki, a także - wyłonieni we wcześniejszych eliminacjach - czytelnicy. Główne trofeum, samochód citroen C3, zdobył właśnie jeden z czytelników, Janusz Wiśniewski, którego do udziału namówiła żona - spodziewamy się, że się jej spodoba kapelusz naszej firmy.

Kapelusze "Porthosa" otrzymali wszyscy laureaci, a wszyscy uczestnicy wieczoru zostali zaproszeni do nowo otwartego sklepu firmowego, Salonu "Kapelusz i Czapka" przy Marszałkowskiej 9/15.

Jednak dla nas prawdziwy finał rozegrał się na zakończenie wieczoru, gdy o miano "Damy wieczoru Porthosa" strzelały z broni sportowej Panie.

Znów emocje, znów liczyło się celne oko i pewna ręka. Zwyciężyła jednym punktem Aleksandra Woźniak (95 pkt. - III nagroda w konkursie ogólnym), a tuż po niej uplasowała się Agnieszka Włodarczyk (94 pkt.) - obie znane telewidzom m.in. z serialu "13 posterunek". Trzecie miejsce "wystrzelała" sobie aktorka bardzo dobrze znana z filmu i teatru, często spotykana podczas imprez charytatywnych, w których firma "Porthos" stara się uczestniczyć. Dorota Stalińska, bo o niej mowa, do tej pory nie nosiła naszych nakryć głowy, a nawet nie kojarzyła "Porthosa" z kapeluszami, ale... bardzo się jej podoba nasz kapelusz kowbojski i postanowiła zajrzeć do naszych sklepów:

- Noszę nakrycia głowy, ale raczej nietypowe. Preferuję modele sportowe i mój ukochany, stary kapelusz przywieziony z Paryża. Kapelusz kowbojski "Porthosa" będę nosiła, ale czy nie macie przypadkiem czapeczki z daszkiem? - zainteresowała się Pani Dorota.

A że czapeczek z daszkiem u nas dostatek, spodziewamy się, że zostanie naszą stałą klientką.

Natomiast Pierwsza Dama Wieczoru, Aleksandra Woźniak, ma inne upodobania:

 - "Wystrzelałam" trzy kapelusze kowbojskie i jeden słomkowy, a lubię nakrycia głowy z małym rondkiem, trochę w stylu lat trzydziestych. Wybieram się do "Porthosa" na handel wymienny: chcę "kowboje" wymienić na Wasze "tulipany". Tym bardziej, że nosi je cała Warszawa.

Nie miała takich rozterek Agnieszka Włodarczyk, która jak widać świetnie się czuje w nakryciu głowy w westernowym stylu.

Natomiast niepocieszona jest wieloletnia sympatyczka nakryć głowy "Porthosa", Prawdziwie Kapeluszowa Dama, Emilia Krakowska:

- Nie mogłam być "na strzelaniu" - ach, jak ja bym strzelała po te kapelusze! -bo byłam na spotkaniach aż na Wybrzeżu środkowym. A tu wiosna przyszła i nie mam niczego nowego na głowę! Gdzie to ten wasz nowy salon? Na Marszałkowskiej, vis a vis Teatru Rozmaitości? Będą tam w pierwszej wolnej chwili - zapewniła nas aktorka, która zawsze jest w naszych sklepach szczególnie miłym gościem, bo zna się na kapeluszach niemal jak sama Hanka Bielicka.

 

Walentyna Trzcińska

 

 

PORTHOS WCHODZI DO ŚRÓDMIEŚCIA

(ZUPEŁNIE JAKBYŚCIE TO SAMI OGLĄDALI)

"Po co mi to było?!" Tak sobie w domyśle oceniałem uczucia, jakie mogły miotać panem Ryszardem Wrzesińskim, właścicielem firmy i pomysłodawcą imprezy otwarcia nowego salonu "Kapelusz i czapka", kiedy widział tłum napierających dziennikarzy a hejnalista obwieszczał początek imprezy.

Świadomie czy nieświadomie mógł też rozwijać starą definicję psychologa: "psycholog jest to mianowicie człowiek, który - gdy na salę wchodzi piękna kobieta - przygląda się nie jej samej, ale tym, którzy zwracają na nią uwagę..."

Było, bowiem tak, że najpierw był bardzo krótki wstęp - z udziałem pana Ryszarda oraz artystów plastyków firmujących mieszczącą się gościnnie na antresoli sklepu-salonu galerię - piratów grających w karty tuż przed kapeluszową inwazją na Europę. Na kartach się nie znam, z piractwem spotkałem się w życiu jedynie jako ofiara, gdy bez mojej zgody ściągano moje teksty. W każdym razie do recenzji tej akurat scenki brak mi kwalifikacji. Natomiast chętnie wraz z zebranymi gośćmi oglądałem na wybiegu paradę młodości i urody. Smukłe dziewczęta też wprawdzie przeszyły przez symboliczny atak zbójców, ale na szczęście obeszło się bez ofiar. Ocalałe dziewczęta biegały w grupkach i solo, a na balkonie nowego obiektu handlowego pana Wrzesińskiego przygrywała orkiestra, nadając rytm krokom długich i smukłych nóg modelek.

Wracam jednak do problemu zasygnalizowanego w pierwszym zdaniu mego sprawozdania: modelki są, piraci są, orkiestra gra, ale - kapelusze, gdzie są damskie kapelusze, które będą tu sprzedawane?!

Otóż kapelusze zostały pokazane na główkach modelek.

Barwy, fasony, eksplozja pomysłów projektantów skrytych skromnie za stoiskami ze swoimi dziełami. Pomyślałem, więc sobie:, gdy skończy się uroczystość damskie nakrycia głowy pojawią się na półkach i wieszakach, by potem wyskoczyć na warszawskie ulice. I zadziwiać tych, którzy będą się za nimi i ich właścicielkami oglądać.

 Lucjan Wolanowski

 

Nogi sięgające... kapeluszy

 Jak określić ten widok? Owszem, określenie takie istnieje, ale ponieważ mogłoby sugerować herezję w sensie religijnym, ograniczymy się do stwierdzenia, że była to „droga do nieba”. Bo od razu rzucały się w oczy nogi – przepiękne, szczupłe, zgrabne i rzeczywiście do nieba sięgające. A tam, w niebie docierały one do... kapeluszy, które zmieniały się na ich głowach nie za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale w wyniku eleganckich gestów też szczupłych ramion i dłoni z długimi palcami jak u pianistek. Tę właśnie kombinację przeżyliśmy 12 lutego br. na uroczystości otwarcia nowego sklepu „Porthosa – Manufaktury Kapeluszy” pod nazwą „Galeria Salon – Kapelusz i Czapka” przy ul. Marszałkowskiej 9/15 w Warszawie. Modelki pochodziły z firmy „Belle Epoque” w Kielcach, a nad inauguracją czuwał prezes zarządu „Porthosa”, Ryszard Wrzesiński. Spieszę donieść – a w razie, czego może mnie nawet powołać w jakimkolwiek chce charakterze sejmowa Komisja Rywina, – że kumoterstwo zaowocowało raz jeszcze, wobec mnie tym razem. W spektaklu uczestniczył Teatr Tańca Dystans z Warszawy, którego trzej tancerze reprezentowali piracką tradycję noszenia kapeluszy przy odpowiednich okazjach. Pan Ryszard zezwolił na to, bym się w takim kapeluszu sfotografował. A wszystko to odbywało się przy dźwiękach orkiestry Alexander Ragtime Band, przy winku Simon Galiniere, i w Galerii na piętrze „Do Trzech Razy... Sztuka”, bo tak się ona nazywa.

"Otwarcie nowego „Porthosa” – nowego, dlatego, że sklepy tej firmy istnieją już w Toruniu, w Nowej Hucie i w Szczecinie – może był także zastrzykiem optymizmu dla całej drobnej i średniej przedsiębiorczości w Polsce. Bo kiedy wszyscy narzekają na brak gotówki, a w gospodarce panuje „wirtualna mamona”, „Porthos” nie tylko daje sobie radę, ale wskazuje też, jak należy wykorzystywać popyt gdzie się da, albo go stwarzać. A to, gdzie się da” obejmuje również... Berlin, gdzie „Porthos” ma zamiar otworzyć swój pierwszy zagraniczny sklep.

Dokąd też powinny dotrzeć te nogi sięgające kapeluszy.

Zygmunt Broniarek
(fragment artykułu)

 

 

CZY BYŁAŚ W NASZEJ FIRMIE TEJ WIOSNY?

 

Niegdyś, gdy wytworne kapelusze nosiły wyłącznie arystokratyczne damy, przyozdabiano je tak obficie, że były to wręcz kapelusze - ogrody. Dziś odwrotnie:

to kapelusze i czapki wyszły w plener, a noszą je wszystkie - młodsze i starsze - panie. Noszą z wdziękiem, ale i dla urody: dermatolodzy od dawna - na podstawie przeprowadzonych badań - dowodzą, że promienie słoneczne mają ogromny wpływ na starzenie się skóry. Wiemy też, że twarz i szyja szczególnie są na ich działanie narażone.

Latem słońce jest wszędzie, ale nie musi być naszym wrogiem. Skuteczną ochroną przed jego promieniami jest kapelusz lub czapka. Najskuteczniejszą - kapelusz lub czapka od Porthosa. Wykonane z naturalnych surowców: bawełny, lnu, poszarpanego dżinsu, koronki, słomki ryżowej, różnego rodzaju traw i sizalu. A ponadto - pasuje do wszystkiego: do spodni i do szortów, do letniej sukienki i do kostiumu kąpielowego. W modzie na tegoroczną wiosnę i lato można dostrzec dużo romantyki. Nakrycia głowy są przeważnie jasne, utrzymane w pastelowych barwach, bardzo lekkie, najlepiej w kształcie najmodniejszego ostatnio „tulipana”, ale z większymi lub podwiniętymi do góry rondkami. Ozdabiają je aplikacje, kolorowe kwiaty i koraliki. Modne też są kapelusze szyte z bawełnianych tkanin i pełnej gamy odmian tkanin dżinsowych. To one będą twarzowym uzupełnieniem modnej sylwetki na tle miejskiej zieleni, ogrodów i parków, oraz niezbędnym towarzyszem wakacyjnych wypraw, do których - idąc na spotkanie ze słońcem i przestrzenią - wniosą młodzieńczą radość i naturalną swobodę.

Wystarczy przyjrzeć się propozycjom kolekcji Porthosa na lato i wybrać tę, która najbardziej odpowiada ulubionej formie wypoczynku.

Helena Pniewska
Naczelna Modystka Porthosa