Wybrałem imię Porthosa
Z Ryszardem Wrzesińskim
rozmawia , Elżbieta Junosza-Stępkowska
(wywiad z książki "Gwiazdy gotują dla nas")
Skąd
się wzięła nazwa Porthos?
Nie chciałem firmy nazywać swoim nazwiskiem, zwłaszcza, że tworzy ją wiele osób. Kiedy szukałem nazwy, fascynowała mnie dziewiętnastowieczna cyganeria warszawska.
Były wtedy różne ugrupowania artystyczno-literacko-patriotyczne: cyganeria, malaria przy Wyższej Szkole Malarstwa...
i była muszkieteria, a to szczególna nazwa dla ugrupowania artystycznego. Pomyślałem sobie, że dobrze byłoby być jednym z muszkieterów i wybrałem imię Porthosa, legendarnego bohatera powieści Dumasa.
Muszę przyznać, że wyjątkowo do Ciebie pasuje...
Tak, ale to przypadek... A może nie? D'Artagnan brzmiał zbyt obco, Aramis, ulubieniec pań, mógłby nie spełnić wielkich oczekiwań, Atos był przede wszystkim intelektualistą. Porthos wydał mi się najbliższy.
To postać, która ma wszelkie wady i ułomności, a jednocześnie wiele cech pozytywnych.
Coś ciągnęło Cię do tego właśnie bohatera?
Może rzeczywiście zauroczył mnie podobny, można rzec braterski typ literacki.
Dlaczego właśnie kapelusze?
One są niesłychanie głęboko osadzone w mojej tradycji rodzinnej. Mama była modystką - pierwszą pracownię modniarską otworzyła w 1949 roku. Wychowałem się wśród kapeluszy.
I poszedłeś w jej ślady.
Jak wiele osób z naszej rodziny: moja siostra, siostrzenica. I mnóstwo uczennic, które otwierały pracownie w całej Polsce. Mama miała wyjątkowy talent, zarówno do projektowania kapeluszy, jak i do szczególnie starannego ich wykonania.
Pomagałeś w pracowni?
Trudno to nazwać pomocą, od początku miałem dużo swobody i samodzielności. Mama umiała patrzeć na świat oczami innych ludzi i umiała ich słuchać. Słuchała również mnie. Dzieliłem się spostrzeżeniami i podpowiadałem, czego w tamtym okresie szukała młodzież. Miałem wiec wpływ na projekty. Potem mama zostawiła mi swoją pracownię w Słupsku i wyjechała do Warszawy.
Pochodzisz z Pomorza?
Formalnie tak, bo tam się urodziłem. Ale rodzice byli warszawiakami i w naszym słupskim domu zawsze pachniało Warszawą. Wszyscy marzyli o tym, żeby do niej wrócić. Od dziecka wiedziałem, że jestem warszawiakiem i choć bardzo kochałem Pomorze, czułem, że to moje tymczasowe miejsce i że kiedyś wyjadę do mojej Warszawy... Udało się.
Ile osób zatrudniałeś w pierwszej pracowni?
Około dziesięciu.
Teraz...
...w produkcji około pięćdziesięciu. Ale od razu muszę zastrzec, że bardzo zmieniła się technologia. Wszystkie elementy, które kiedyś robiło się wyłącznie ręcznie, dziś, co prawda też się tak wytwarza, ale za pomocą specjalistycznego oprzyrządowania. Do obecnej produkcji przy dawnej technologii musielibyśmy pewnie zatrudnić dwieście pięćdziesiąt osób
Technologia w modniarstwie aż tak poszła naprzód?
W całej branży odzieżowej.
W modniarstwie używa się chyba innych maszyn?
Ale motorem rozwoju jest branża odzieżowa, w której technologia poszła jeszcze dalej. Modniarstwo, nie chcąc zostać na szarym końcu, siłą rzeczy starało się ją dogonić. Pierwsi gonili Włosi, Niemcy - my skorzystaliśmy z ich doświadczeń.
No tak, okazuje się, że do stworzenia pięknego kapelusza potrzeba nie tylko dobrego pomysłu i zręcznych palców...
Mówię: piękny kapelusz, a kapelusz to tylko skrót myślowy. Pod tym kryją się przeróżne kobiece nakrycia głowy. Każda branża wymaga wysiłku, wkładu intelektualnego, cierpliwości, stworzenia bazy materialnej. W Porthosie angażowaliśmy się w poznawanie innych narodów, a nawet kultur. Zawsze bardzo ważna była też nowoczesność produkcji. Opłaciło się - wejście do Unii Europejskiej odczuliśmy z dnia na dzień.
Rozumiem, że była to zmiana na korzyść?
Zdecydowanie! W Porthosie to był prawdziwy przełom.
Pamiętasz swój debiut na krajowym rynku?
Kiedyś brałem udział w wystawach rzemiosł artystycznych, a gdy wraz ze zmianami ustrojowymi pojawiły się międzynarodowe targi, oczywiście natychmiast zaczęliśmy w nich uczestniczyć. Jedne z pierwszych były targi Interfashion w Łodzi, na których się poznaliśmy. Pracowałaś wtedy w tygodniku "Veto", było to dawno temu...
...i oszalałam na widok kapeluszy Porthosa! Jaki jest sposób na utrzymanie się w trendach światowej mody?
Pytasz o bardzo trudny etap naszej pracy. Najważniejsze jest przewidywanie mody, bo jak coś już stało się modne, nie nadąży się z produkcją.
Paradoksem jest, że bardzo pomaga tu praktyka, a przeszkadza rutyna. Ale wykonywanie zawodu, który się kocha, daje mnóstwo radości.
Wnikliwe obserwacje, żmudne próby, uciążliwe nierzadko wyjazdy na targi - wcale mnie nie męczą. Lubię to robić i dlatego robię nadal.
Oby jak najdłużej. Czy zdarza Ci się zaprojektować jakiś kapelusz?
Raczej wpływać na stylistykę, dopasowywać poszczególne elementy kolekcji do ogólnego pomysłu. A potem czujnie obserwować, czy nasze klientki go przyjmą. W jakiejś części kreujemy przecież ich sposób patrzenia na modniarstwo. Z pewnością się tym interesuję, nawet jeśli - pozornie - pozostawiam całkowitą swobodę naszym modystkom.
One wiedzą, o co mi chodzi.
Kto jest głównym projektantem w Porthosie?
Od dwudziestu lat naczelną modystką jest Helenka Pniewska, wychowanka mojej mamy. Projektuje kapelusze i czuwa nad koncepcją stylistyczną kolekcji.
Lubisz kobiety?
Oczywiście! Przecież pracuję głównie dla kobiet, muszę wiedzieć, czego potrzebują. Próba dostrzeżenia ich potrzeb jest fantastycznym doświadczeniem, jedną z najlepszych rzeczy w moim zawodzie. Obok wyszukiwania fasonów, form, technologii czy czuwania nad produkcją jest jeszcze poezja: poznawanie psychiki kobiety.
A prywatnie wolisz kobietę w kapeluszu czy bez?
Zawsze wolę w kapeluszu!
W jakim jest jej najładniej?
Nie ma gorszej rzeczy niż stary, niemodny kapelusz. Wszystko zależy od tego, jaki jest czas: zmienia się to, co nam się podoba.
No właśnie, dziś mam włożyć kapelusz z małym czy z dużym rondem?
Preferuję klasyczną elegancję: rzeczy niezbyt krzykliwe, niezbyt zwracające uwagę, a jednak podkreślające wyrobiony gust i dobry smak.
Ale jeżeli są modne i duże, i małe?
Taka eklektyka zdarza się w modniarstwie dość często. To już zależy od typu urody kobiety - i od osobowości...
...i od pory dnia.
Naturalnie... Chyba ważniejsza jest nawet osobowość niż typ urody.
Jak mówiłem, jestem zwolennikiem spokojnej elegancji, bez rozrzutności. Ale zdarzają się osoby tak ekstrawaganckie, szalone, że w zwykłych ubraniach wyglądają dziwnie, wręcz śmiesznie. Ekscentryczność ubioru takich pań akceptuję i popieram.
Porthos to już prawie koncern. Czy stojąc na jego czele czujesz się człowiekiem sukcesu?
Nie traktuję sukcesów jak swojej własności, bo odnieśliśmy je wszyscy, cały zespół. Ostatnim sukcesem jest niewątpliwie sklep firmowy, czyli salon Kapelusz i czapka przy Marszałkowskiej 9/15 w Warszawie. Zebrała się tam grupa naszych przyjaciół artystów malarzy i powstało Europejskie Stowarzyszenie Sztuki i Mody Artmode...
...którego jesteś prezesem...
...i Galeria Do Trzech Razy… Sztuka. Od lat przyjaźnimy się z grafikiem Januszem Golikiem i rzeźbiarzem Darkiem Kowalskim, wspólnie zajmujemy się galerią.
Jesteś więc też mecenasem sztuki...
Mam możliwość obcowania z dobrą sztuką, bo obydwaj panowie bardzo dbają o poziom naszej galerii. To dla mnie wielki zaszczyt. Nie ustawiałbym się na pozycji dobrodzieja.
Powiedz coś o swojej pasji naparstkowej...
W czasie podróży często myślałem, żeby przywozić ze świata coś związanego z firmą. Stąd pomysł zbierania naparstków: małych, więc niekłopotliwych w podróży. Spodobał się tak, że dostajemy je także od naszych przyjaciół - pisarzy, dziennikarzy, malarzy, poetów. Mamy już wspaniałą kolekcję.
Ja też przywiozłam naparstek... proszę.
Ojej, piękny!
Zgadniesz skąd?
Z syrenką...
To z mojej podróży na Stare Miasto. Masz już naparstek z Warszawy?
Takiego nie mam. Dziękuję bardzo!
***
Moja ulubiona zupa
grzybowa
Zupę tę gotuję zawsze dzień wcześniej, wtedy jest bardziej esencjonalna. Dwie
garście suszonych grzybów - tylko borowiki i podgrzybki! - wrzucam do rondla i
zalewam 1,5 do 2 litrów wody. Gotuję 10 minut, dodaję świeże grzyby: dwie
garście lub 10 sztuk - średnich i małych. Poza sezonem grzybowym dodaję grzyby
mrożone. Gotuję do miękkości, co trwa około 15, 20 minut.
Po ugotowaniu dodaję dwie kostki rosołowe Winiar. Jeśli mam dużo czasu,
wcześniej gotuję bulion, do bulionu wrzucam grzyby. Zupę podaję z makaronem
sojowym i z pokrajanymi w paski grzybami.
***
Horoskop
Dowcip Skorpiona jest
zaprawiony gryzącą ironią i sarkazmem. W tym znaku nie spotyka się
rewolucjonistów, burzycieli starych porządków, proroków lub reformatorów - za to
w razie nieszczęścia Skorpion potrafi być dla przyjaciół prawdziwą podporą.
szczęśliwy kwiat: róża
szczęśliwy kamień: brylant
pod znakiem Skorpiona urodził się Edmund Fetting